Pod płaszczykiem haseł
„Oddajcie nam naszą ziemię”
Wierchuszka AWPL próbuje usprawiedliwić
swoją wieloletnią bezczynność
Polska Partia Ludowa (PPL) ujawnia cyniczną bezczynność władz rejonu wileńskiego w kwestii zwrotu ziemi. Zdaniem przedstawicieli PPL, wierchuszka Akcji Wyborczej wykorzystując hasła walki o zwrot ziemi, manipuluje polskim społeczeństwem i już ponad 10 lat wykorzystuje go w celu powielania własnego „stanu posiadania”.
Przedstawiciele Polskiej Partii Ludowej, jak też eksperci rynku nieruchomości w dyskusjach publicznych oraz podczas konferencji prasowej 1 lutego b.r. ujawnili mechanizm „zubożania” ludności, jakiego władze rejonu wileńskiego wykorzystują na przeciągu ostatnich kilkunastu lat.
Dlaczego w ciągu kilkunastu lat zwrot ziemi prawowitym jej właścicielom na Wileńszczyźnie wciąż pozostaje najbardziej aktualnym tematem? Dlaczego liderów rządzącej na Wileńszczyźnie AWPL stać tylko na organizowanie akcji protestów przed urzędami i ambasadami krajów Unii Europejskiej i to tylko w przededniu kolejnych wyborów? Dlaczego przedstawicieli AWPL od lat będący w koalicji rządzącej oraz jej przedstawicieli bezpośrednio odpowiedzialni za zwrot ziemi oraz wypełnienie porozumień i traktatów polsko-litewskich stać tylko na słowa krytyki wobec władz, tudzież wobec samych siebie?
Odpowiedź jest banalnie prosta. Ponieważ wierchuszka AWPL na przeciągu tych lat sama czerpała korzyści z procesu reprywatyzacji oraz eskalując problem zwrotu ziemi przed kolejnymi wyborami zapewniała sobie dalszy udział we władzy oraz korzyści z tego udziału płynące.
Gdy przed 4 laty powołana Polska Partia Ludowa zaczęła otwarcie mówić o tych nadużyciach awepelowskich urzędników, od razu zaczęto wieszać na niej przysłowiowe psy i oskarżono PPL o „rozbijanie polskiego społeczeństwa”, „kolaborację” z bliżej nieokreślonymi wrogami polskości oraz o „zdradę interesu społecznego”.
Po upływie 4 lat działalności PPL oskarżenia pozostają te same, jednak fakty mówią zupełnie co innego, że PPL miała i ma rację.
Przed zbliżającymi się wyborami wierchuszka AWPL oraz ich krewnych zorganizowała ubliżającą polskiemu społeczeństwu na Litwie pikietę przed ambasadą Finlandii niby to w obronie łamanych praw mniejszości polskiej w procesie reprywatyzacji ziemi.
Przedstawiciele PPL ujawnili, że to właśnie urzędnicy z ramienia AWPL w samorządach regionu są współodpowiedzialni za przestępczo przebiegający proces reprywatyzacji.
1 lutego b.r. podczas konferencji prasowej Ryszard Maciejkianiec, lider PPL przedstawił fakt, że kierownictwo Samorządu Rejonu Wileńskiego, a konkretnie była wieloletnia mer Leokadia Janušauskienė-Počikovska oraz jej wieloletni zastępca Waldemar Tomaszewski, jak też spokrewnieni z nim przedstawiciele administracji Samorządu nie odrzucili ani jednego projektu przeniesienia ziemi z odległych rejonów do rejonu wileńskiego. Skutkiem takiego stanowiska władz jest to, że wielu miejscowych mieszkańców mogą pogrzebać nadzieję na odzyskanie ziemi w swojej miejscowości oraz poszukać jej w odległych rejonach lub zgodzi się na upokarzająco nędzną rekompensatę.
Uczestniczący w konferencji prasowej ekspert rynku nieruchomości Zygfryd Raczkowski, dyrektor spółki „Centro Kubas Nekilnojamasis turtas” zaznaczył, że nawet ci, którzy już odzyskali ziemię, są często jej zakładnikami.
- Człowiek, który odzyskał swoje kilka lub kilkanaście hektarów, jest skazany na wegetację na tej ziemi. Bowiem według założeń planu ogólnego rejonu wileńskiego jest zmuszony do zalesienia tej ziemi lub prowadzenia gospodarstwa rolnego. Jednak trudno oczekiwać, że w rejonie stołecznym rolnictwo będzie miało, jakąkolwiek lepszą perspektywę wyjaśnił Zygfryd Raczkowski.
Otwarte słowo prawdy przedstawicieli PPL wobec tego nihilizmu, wywołało histerię i falę daleko mijającej się z moralnością nagonki ze strony wierchuszki AWPL.
Poproszoną przez telewizję BTV o skomentowanie zarzutów PPL wobec władz rejonu obecną, 4 lutego b.r. w głównym wydaniu „Wiadomości” mer rejonu wileńskiego Marię Rekść było jedynie stać na oszczerstwo, że „nie zamierza dyskutować z przedwyborczymi kłamcami”. Zaraz jednak nie omieszkała sama skłamać publicznie mówiąc, jak podała telewizja, że „będąc posłem na Sejm Maciejkianiec (lider Polskiej Partii Ludowej) sam głosując „za” umożliwił przenoszenie ziemi oraz sam przyczynił się do masowych naruszeń w trakcie realizacji reformy rolnej”.
Niepoprawna lekcja historii dla pani mer
Oszczerstwa i otwarte kłamstwo już od dawna stały się orężem walki działaczy AWPL z oponentami. Tym niemniej należałoby przypomnieć pani Marii Rekść, że ustawa umożliwiająca przenoszenie ziemi została przyjęta przez Sejm w 1997 roku, czyli już wtedy, kiedy od ponad roku w Sejmie interesy polskiego społeczeństwa reprezentował nie Ryszard Maciejkianiec, lecz posłowie AWPL Jan Gabriel Mincewicz oraz Jan Sienkiewicz a im asystował obecny wódz AWPL Waldemar Tomaszewski, którzy nic a nic nie zrobili, żeby ta ustawa rażąco krzywdząca interesy polskiej mniejszości nie została przyjęta, a co najmniej zaskarżona do Sądu Konstytucyjnego.
Wobec tej właśnie ustawy, jak też słusznie dalej w wywiadzie dla „Wiadomości” w BTV przyznaje mer rejonu wileńskiego Maria Rekść, miejscowi mieszkańcy Polacy doznali znaczącej krzywdy przy zwrocie ojcowizny. Całą odpowiedzialność za tę krzywdę ponoszą działacze AWPL przez 14 lat rządzący w rejonach podwileńskich. Pośrednio to też potwierdziła koleżanka Marii Rekść była mer rejonu wileńskiego a obecnie posłanka na Sejm RL Leokadia Janušauskienė-Počikovska, która 29 stycznia b.r. w TV5 podczas dyskusji w programie „Tiesos detektorius” usprawiedliwiała się przed zarzutami Ryszarda Maciejkiańca, mówiła, że kierowany przez nią od wielu lat Samorząd nie sprzeciwiał się zatwierdzaniu projektów przenoszenia ziemi z innych rejonów do wileńskiego, bo bał się, że kierownictwo powiatu zarzuci administracji rejonu wyhamowanie procesu zwrotu ziemi oraz reformy rolnej.
Powstaje pytanie, czego jest warta władza i osoby ją reprezentujące, które bały się i boją czynnie przeciwstawić się niesprawiedliwości w zamian urządzając pod publiczkę przed każdymi kolejnymi wyborami akcje protestu i pikiety w domniemanej obronie pokrzywdzonych właścicieli ziemi?
|