Reportaże

Zwrot ziemi w Kaplicznikach

Inicjatorka spotkania, kandydat na radnego z ramienia PPL, Danuta Zdanowicz
Jadwiga Matkiewicz, mieszkanka podwileńskiej wsi Kapliczniki przez 14 długich lat próbowała odzyskać ojcowiznę. Niestety jej marzeniom nie dane było się ziścić. Pod koniec 2006 r. Jadwiga Matkiewicz tragicznie zginęła. Miała zaledwie 56 lat. - Dlaczego jej nie pozwolono odzyskać własną ziemię? Dlaczego zwrot ziemi prawowitym właścicielom trwa tak długo? - zadaje retoryczne pytania Jolanta Kliepackiene, córka pani Jadwigi.Większość rodowitych mieszkańców Kaplicznik zadaje podobne pytania. Mimo że mamy już na dworze 2007 rok, 87 proc. mieszkańców wioski ziemi nadal nie zwrócono.

Ci nieliczni, którym nadziały ziemi zostały zwrócone, też nie są do końca zadowoleni, ponieważ ziemia została im zwrócona tylko w części: ktoś otrzymał 60 proc., ktoś zaledwie 30 proc. tego, co im się należy według prawa. Z podobnymi problemami borykają się nie tylko mieszkańcy w Kaplicznikach, w sąsiednich wioskach takich jak Nowodwory, Karwieliszki, Girule czy Gudele jest podobnie. Wszystkie prośby, pytania i protesty mieszkańców wioski, które były kierowane do władz powiatu i Samorządu rejonu wileńskiego były zbywane gołosłownymi obietnicami lub zgoła milczeniem. Nie przeszkadzało to jednak władzom powiatu wileńskiego przyznawać w tym regionie prawo własności przybyszom z różnych części Litwy. Nowo przybyli mieszkańcy bez trudu uzyskiwali również prawo do działki pod indywidualne budownictwo (namu valdą). Jak grzyby po deszczu tu i ówdzie wyrastają nowoczesne wille przybyszy z etnicznej Litwy. Rdzenna ludność natomiast dotychczas nie ma prawa do działki pod indywidulną budowę, ziemia którą posiadają jest wyłącznie o przeznaczeniu rolniczym.

W sobotę, 20 stycznia b.r., jedziemy z większą grupą dziennikarzy na spotkanie z mieszkańcami Kaplicznik. Razem z nami jedzie również prezes Polskiej Partii Ludowej oraz radny Samorządu rejonu wileńskiego Ryszard Maciejkianiec. Jest to pierwsze oficjalne spotkanie z mieszkańcami wioski od wielu lat. Przedstawiciele władzy samorządowej i powiatowej omijają tę miejscowość z daleka. Nie zawitał tutaj ani Zbigniew Balcewicz, który pełniąc funkcję wicenaczelnika powiatu z ramienia Akcji Wyborczej przez 5 lat był odpowiedzialny za zwrot ziemi w regionie. Nie było tu również obecnego wicenaczelnika Czesława Olszewskiego, ani nikogo z przedstawicieli władz rejonowych. Niespodziewany tej zimy śnieg i mróz spowodował, że w mieście pojawiły się duże korki. Trochę się późnimy. Na miejsce przybywamy z kilkuminutowym opóźnieniem. Przepraszamy zebranych mieszkańców, że musieli czekać w taką pogodę. Spotkanie odbywa się na ulicy. Ludzie jednak machają tylko rękoma: "Jaka tu zima? Co to za mróz? Można zaczekać. Nie jest wcale tak zimno...". Po wstępnym przedstawieniu się zaczynamy rozmowę z mieszkańcami. Jest to jednak nie rozmowa, a monolog mieszkańców, opowiadający o niekończących się problemach związanych ze zwrotem ziemi. My tylko zdążamy notować...

Wieś Kapliczniki jest tzw. wioską sznurową. Według ustawy z 1997 roku w takich miejscowościach ziemię zwraca się nie w miejscu wskazanym w dokumentach (ponieważ zazwyczaj już jest zajęta lub zabudowana) tylko tam, gdzie powiat w porozumieniu z samorządem rejonowym wskaże, że są wolne grunta. W 2000 roku powiat zatwierdził projekt ziemskich działek przeznaczonych do zwrotu w miejscowości Bujwidziszki. Kapliczniki należały do tej miejscowości. - Ten projekt został zatwierdzony bez naszej wiedzy i podpisów. Nikt nas nie powiadomił i nikt z nami się nie radził - oburza się Alina Komorowicz. Przez lata mieszkańcy byli okłamywani. Władze powiatowe ciągle powtarzały, że plan jeszcze nie jest gotowy, a po kilku latach zwłoki mieszkańcy zostali postawieni przed faktem dokonanym. - Jesteśmy w najgorszej sytuacji, ponieważ teoretycznie nie mamy żadnych praw. Według ustawy nie możemy domagać się ziemi wskazanej w dokumentach i jesteśmy całkowicie zdani na łaskę powiatu - wyjaśniła "Naszemu Czasowi" zaistniałą sytuację Janina Sławińska. Faktycznie zwrot konkretnej działki oraz jej umiejscowienie zależy od widzimisię urzędników powiatowych oraz mierniczych.

W projekcie zatwierdzonym przez powiat znalazło się mnóstwo błędów i nieścisłości. 15 proc. mieszkańców w ogóle zostało pominiętych w projekcie zwrotu ziemi, chociaż wszystkie dokumenty złożyli w terminie przewidzianym przez prawo. Wśród pominiętych znaleźli się m.in. Alina Komorowicz, Kazimierz Wołodko, Stanisława Rynkiewicz. Do projektu nie były wniesione działki rolne do 60 arów, które ludzie otrzymali jeszcze za czasów radzieckich od sowchozu na poczet gospodarstw indywidualnych i które uprawiali do 1999 r. Powiat zaliczył te działki do tak zwanego Wolnego Funduszu Ziemskiego (Laisvas Fondas). Praktycznie więc ta ziemia od kilku dziesięcioleci uprawiana przez kapliczan, należy dziś do powiatu i powiatowe naczalstwo może z nią zrobić co tylko zechce.

Początkowo postawa ówczesnego naczelnika powiatu Gintarasa Gibasa była wobec mieszkańców bardzo przychylna. Obiecywał, że skargi mieszkańców będą rozpatrzone i znowelizowany projekt będzie uwzględniał wszelkie zastrzeżenia prawowitych właścicieli. "Zmiana" projektu znów jednak trwała kilka lat, aż zmieniła się władza w powiecie. Nowy naczelnik Alfonsas Macaitis oznajmił mieszkańcom, że projekt jest zatwierdzony i nic mieniać w nim nie zamierza. Taką samą odpowiedź mieszkańcy otrzymali od Jadwigi Juriene, przedstawicielki Działu Regulacji Rolnych Rejonu Wileńskiego w gminie zujuńskiej, która przez lata wmawiała mieszkańcom wsi, że wszystko jest w porządku.

Nie doczekali się mieszkańcy pomocy od władz rejonowych, które teoretycznie powinny bronić interesów mieszkańców rejonu. - Nasza starościna Czesława Opalewicz w tej sprawie nie zrobiła nic. Uczestniczyła niby w spotkaniach, nawet coś tam obiecała, ale na obiecankach się skończyło - opowiada "Naszemu Czasowi" Zdzisław Markowski. Na jednym ze spotkań, które odbyło się w październiku 2006 r. w gminie zujuńskiej, doszło do dyskusji mieszkańców wsi, władz powiatowych, rejonowych oraz przedstawicieli firmy mierniczej. Przybył również zastępca mera rejonu wileńskiego Jan Sinicki wraz z prawnikiem. Kiedy jednak zorientował się, że jesteśmy nie sami, tylko z prawnikiem, to zachowywał się zupełnie obojętnie. - My potrzebujemy konkretnej pomocy w konkretnym przypadku, a nie górnolotnych słów i pikiet pod fińską ambasadą - powiedziała Teresa Kozar.

Na złym projekcie problemy związane ze zwrotem ziemi się nie kończą. Jeszcze w 1998 r. pomiędzy powiatem, a mierniczą korporacją "Matininkai" została podpisana umowa, według której "Matininkai" musieli uzupełnić i dopracować projekt powiatu w sprawie zwrotu ziemi. We wsi Kapliczniki sprawami mierniczymi zajmowała się firma "Ingrida" wchodząca w skład korporacji "Matininkai". "Ingrida" ze swych obowiązków nie wywiązała się. Po kilku latach bezowocnej pracy firmy, władze powiatu postanowiły zrezygnować z jej usług. W 2005 r. powiat zerwał umowę. Został ogłoszony konkurs, który wygrała firma L. Bimbiriene "Arlitanus". "Ingrida" jednak nie dała za wygraną i decyzję powiatu zaskarżyła do sądu. Obecnie wszystkie prace miernicze są wstrzymane. - Sądy przecież mogą trwać latami. Natomiast ziemia powinna być zwrócona do końca 2007 r. W takim wypadku zostaniemy przy starym projekcie lub w ogóle ziemia nie będzie nam zwrócona -dzieli się swymi obawami z "Naszym Czasem" Teresa Kozar. Obawy pani Teresy podzielają również pozostali mieszkańcy wioski. - Sytuacja jest bardzo dziwna. W wielu regionach Litwy firm mierniczych po prostu brakuje. U nas natomiast dochodzi do procesów sądowych pomiędzy nimi. Myślę, że taka sytuacja jest komuś na rekę. Zwłoka ze zwrotem ziemi jest zamierzona - wtóruje Teresie Kozar, Janina Sławińska. Zawiedzeni tak długą i bezowocną walką o własne prawa, ludzie boją się, że w ogóle zostaną z niczym.

Z nieoficjalnych źródeł mieszkańcy dowiedzieli się, że 9 mieszkańcom wsi ziemia została zwrócona w ich miejscowości i już trwa od dawna wyprzedaż nieruchomości. Kiedy powiadomiono o tym powiat, w odpowiedzi ukazał się list kierownika Działu Regulacji Rolnych Rejonu Wileńskiego Silvestrasa Staliunasa, że o takich przypadkach powiatowi nic nie wiadomo i powiat nie ma żadnej możliwości zweryfikowania tych danych.

Co gorsza nawet posiadane nieduże nadziały ziemi, na których już stoją budynki, mieszkańcy Kaplicznik nie mogą przekształcić w działki pod indywidualne budownictwo (namu valda). Formalnie cała ziemia jest przeznaczona jedynie do użytkowania rolnego.W rzeczywistości taki stan rzeczy oznacza, że ludzie nie mogą ani na własnej ziemi cokolwiek budować, ani rekonstruować istniejących budynków. Stanisław Markowski od lat próbuje zarejestrować łaźnię. Bez powodzenia. Wszystkie próby kończą się na niczym. Bez zmiany przeznaczenia ziemi żaden budynek nie może być zarejestrowany. - To jest błędne koło. Od jednego posyłają nas do drugiego - tak skomentowała obecną sytuację dla naszego miesięcznika Lilia Sudujko. Bez detalicznego planu zmienić przeznaczenia ziemi nie wolno, natomiast plan nie może być zatwierdzony dopóki roboty miernicze są wstrzymane. - Gdy pewnego razu zobaczyliśmy mapkę z Katastru to się przestraszyliśmy. Na tle rejonu jesteśmy czarną plamą. Teoretycznie nas nie ma. Jesteśmy wioską - widmem - mówi Danuta Zdanowicz.

Wśród mieszkańców panują nastroje pesymistyczne. Po długoletniej bezowocnej walce o swoje, ludzie już nie wierzą w skuteczność swoich starań. Mimo to są zdecydowani walczyć do końca.

- Nie można teraz tego tak rzucić. Musimy walczyć do końca -zadeklarowała postawę wioski Danuta Zdanowicz. Deklarację Danuty Zdanowicz poparli mieszkańcy Kaplicznik. Ryszard Maciejkianiec ze swojej strony obiecał, że problem Kaplicznik i innych wsi borykających się z podobnymi problemami będzie poruszony nie tylko na łamach prasy, ale jako radny oficjalnie zwróci się do władz powiatu. - Bądźmy dobrej myśli, prawda jest po waszej stronie! Nie oznacza to jednak, że trzeba siedzieć z założonymi rękami. Nikt o nas nie zadba jeśli sami o siebie nie zadbamy - powiedział zebranym. Dodał również, że nie tyle trzeba walczyć, co notorycznie pracować w tym kierunku i wtedy pojawią się zadowalające wyniki.

Po dosyć długim pobycie w Kaplicznikach, wyjeżdżamy ze wsi w ponurych nastrojach. Zdominowane przez nieprzychylne mieszkańcom osoby władze powiatowe, niewiele dotychczas zrobiły na rzecz sprawiedliwego zwrotu ziemi w regionie. Niestety także lokalne rejonowe władze samorządowe pilnują tylko swoich wąskopartyjnych interesów, przyśpieszając zwrot ziemi "swoim" i niewiele się troszcząc o resztę. Wileńszczyzna potrzebuje nie pustego gadania, tylko radykalnych zmian, także w kwestii przyśpieszenia zwrotu ziemi.

Na zdjęciach: Migawki ze spotkania z mieszkańcami Kaplicznik

Antoni Radczenko

Nasz Czas 1/2007 (695)