Wywiady

Działajmy zgodnie z sumieniem

Rozmowa z Janem Dowgiałą, radnym Rady Samorządu m. Wilna oraz byłym dyrektorem szkoły im. Wł. Syrokomli

Ze względu na coraz częstszy nawrót napadów na Pana ze strony politycznych oponentów odczuwa się, że zbliżają się kolejne wybory samorządowe. Chciałoby się więc z pierwszych ust usłyszeć co w ciągu 4 lat kadencji radnego Wilna udało się Panu zrobić? Jakie były plany i co z tych planów wyszło?

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jako radny wybrany z listy partyjnej Akcji Wyborczej poszedłem nie tą drogą, którą pozostali radni z ramienia tej partii. Musiałem wybrać tę inną drogę, w przeciwnym razie zachowałbym się niezgodnie ze swoim sumieniem, jak też zaufaniem ludzi, którzy głosowali na mnie. Podczas kampanii wyborczej, była bowiem podpisana umowa o dalszej współpracy już w nowej radzie z byłym partnerem Związkiem Liberałów i Centrystów Arturasa Zuokasa. Ja, jak podejrzewam i tysiące Polaków, którzy głosowali na Akcję Wyborczą, byliśmy przekonani, że jak szliśmy do wyborów deklarując współpracę z partnerem koalicyjnym, tak i po wyborach będziemy kontynuowali tę współpracę. Również po wyborach liderzy Akcji twardo deklarowali tę współpracę. Dopiero 8 kwietnia 2002 roku, a dosłownie w przeddzień wyborów mera powiedziano nam, że zdradzamy dotychczasowych partnerów i zaczynamy współpracować z innymi partiami.

Poczułem się oszukany i zawiedziony. Sądziłem, że praca w poprzedniej kadencji samorządu w koalicji była udana, bowiem udało się wiele zrobić w jej ramach na rzecz rozwoju Wilna w tym też niewątpliwie Polaków wileńskich, dlatego zdecydowałem nie poddać się propagandzie i kontynuować deklarowaną wcześniej współpracę w koalicji na rzecz Wilna. Była to niełatwa decyzja, jak też konsekwentna w oszczerstwa i nagonkę, jakich lawina potoczyła się ze strony pseudodziałaczy, którzy w ten sposób musieli usprawiedliwiać faktycznie swoją zdradę wobec partnerów koalicyjnych, nas radnych oraz przede wszystkim wyborców, którzy byli oszukani hasłami wyborczymi o kontynuowaniu współpracy w koalicji dla Wilna. Dziś ta nagonka powraca, bo zbliżają się kolejne wybory, więc moi oponenci wciąż muszą usprawiedliwiać swoją zdradę nazywając mnie zdrajcą. Niech to pozostanie na ich sumieniu.

Co zaś udało się w ciągu tej kadencji zrobić... Nie tyle jako radny, lecz jako dyrektor, chociaż były, jestem przede wszystkim zadowolony, że w czasie tej kadencji udało się dokończyć remont szkoły, dziś gimnazjum im. Wł. Syrokomli. Ostatecznie wyremontowaliśmy dach, wyasfaltowaliśmy plac przed szkolą, bo to był największy problem.

Poza tym, we wszystkich sprawach rozstrzyganych w samorządzie a dotyczących Polaków, zawsze starałem się być obiektywny niezależnie od tego, czy sprawy te przedstawiała opozycja, czy koalicja rządząca. Było to mniej ważne, gdyż zawsze głosowałem zgodnie ze swoimi poglądami i sumieniem.

Maria Rekść, realizatorka pikiet, obecna mer rejonu, przed szkołą im. W. Syrokomli, 2003 r.

Inną działką były kontakty ze "Wspólnotą Polską", z którą podtrzymywaliśmy współpracę przy renowacji szkół polskich w Wilnie.

Natomiast, jako członek Komitetu Oświaty, w którym często też były rozpatrywane pytania o zachowaniu polskich szkół oraz przedszkoli w Wilnie, zawsze stałem po stronie naszych placówek. Wiosną na przykład była ostra dyskusja o losie polskiej szkoły-przedszkola w Zaścianku, którą władze miasta planowały zamknąć. Byłem przeciwko tej decyzji i w Komitecie również zadecydowaliśmy zachować tę placówkę. Cieszę się, że ta szkoła działa nadal, że dzieciaki z Zaścianku mają blisko do szkoły i mam nadzieję, że ta placówka będzie jeszcze długo działała oraz rozwijała się.

Wiele czasu zresztą poświęcałem nie tylko sprawom szkolnictwa.

Często zgłaszali się do mnie wilnianie ze swoimi problemami codziennymi, jak sprawy komunalne, wyasfaltowanie podwórka czy uliczki, znalezienie adwokata, który mógłby pomóc w sprawie zwrotu ziemi. Więc każdemu starałem się pomóc.

No właśnie, jak jest z tą ziemią? Znowuż wracając do tematu wyborów, to im bliżej tym bardziej eskaluje się ten temat?

Niestety nie jestem w pełni kompetentną osobą w tych sprawach i znam te problemy wyłącznie z praktyki, ponieważ wilnianie nieraz zwracali się do mnie z tymi pytaniami. Z tego wiem więc, że najczęściej powiat i jego struktury blokują ten proces, zwlekają z załatwieniem dokumentów, zatwierdzaniem planów. Więc myślę, że tam właściwie tkwi problem, chociaż ludzie często winią w tym Samorząd.

Czy wilnianie, którzy do Pana przychodzą, zwracają uwagę na to, do kogo idą, bo właściwie zwracają się do "zdrajcy", jakiego z Pana próbują zrobić pana oponenci z Akcji Wyborczej?

Na szczęście ludzie doskonale orientują się w sytuacji i nie zwracają uwagi na oszczerstwa wobec mnie.

Zresztą podczas nagonki na mnie, kiedy to grupka niby to aktywistów Akcji pikietowała przed szkołą, doczekałem się poparcia moralnego ze strony kolegów oraz nawet osób nieznajomych. Wszyscy bowiem wiedzieli, że pikietujący są grupką wynajętych osób nawet spoza Wilna.

Przywozili ich z rejonu wileńskiego i solecznickiego specjalnie z plakatami na godzinę od 11.00 do 12.00 pod szkołę. Potem zabierano ich. Nieraz to robiła swoim samochodem znana pani Kisielowa z Ławaryszek.

Często też, nie orientując się w sytuacji, pikietowali pod szkołą, kiedy w szkole faktycznie nikogo nie było. Było to więc żenujące.

A jak Pana rodzina przeżyła tę nagonkę?

Chociaż rodzina podtrzymywała mnie na duchu, wiedziałem, że był to dla nich niełatwy czas. Jestem im wdzięczny za to poświęcenie.

Po tym, gdy Pana koledzy z ramienia AWPL w Radzie zdradzili swoich koalicjantów i przymknęli do grupy radnych próbujących za wszelką cenę dorwać się do władzy, czy trudno było pracować w takiej napiętej atmosferze?

Wcale nie. Jeśli pracować szczerze, z poświęceniem i sumiennie, to nie jest trudno. Nawet wobec tego, że niektórzy nie witają się z tobą albo też boją się przywitać w obawie, że zostaną ukarani przez wierchuszkę partyjną.

Pana kadencja radnego dobiega końca. Być może będzie następna. Lecz podsumuwując pewien okres proszę powiedzieć, co Panu dał ten czas?

Prawie całe życie pracowałem w oświacie i nie miałem styczności z polityką. Gdy zostałem radnym, doświadczenie pracy pedagogicznej przydało się dziś w pracy w Samorządzie. Bo i tu, i tam ważna jest praca przede wszystkim dla ludzi, nie zważając na poglądy polityczne. Dla ludzi najważniejsza jest twoja pomoc, jaką im potrafisz zaoferować.

Jeżeli człowiek jest sumienny wobec ludzi i wobec siebie również, i nie zmienia poglądów w zależności od koniunktury politycznej, to wcale nie jest ważne do jakiej partii lub frakcji należy i czy należy w ogóle.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Stanisław Tarasiewicz

Nasz Czas 1/2007 (695)