Czy możesz powiedzieć jak na spowiedzi, po co startujesz w wyborach do Rady Rejonu Wileńskiego? Zresztą wcześniej też, jako kandydat niezależny ubiegałeś się w rejonie o mandat poselski. Co to, rządza władzy?
Bynajmniej. Czasem myślę, że mógłbym być szczęśliwy żyjąc zwyczajnie dla siebie i rodziny. Praca, dom, praca, dom, urlop w Połądze, czasami gdzieś za granicą. Lecz zaraz zastanawiam się, przecież szczęście to coś więcej. To owszem dom, rodzina, praca, tenże urlop. Ale to też wszystko, co jest wokół nas: droga, którą jeździmy do pracy i z powrotem; przedszkole, szkoła, do jakich uczęszczają dzieci; gazeta, jaką czytam każdego poranka oraz to, co w niej jest napisane i wiele innych rzeczy nas otaczających. I gdybym nie dostrzegał tego wszystkiego wokół, to byłbym szczęśliwym człowiekiem w swoim domu ze swoją rodziną. Zresztą jestem szczęśliwy jak najbardziej. Niemniej patrzę wokół siebie i nie mogę nie dostrzegać, że ta droga jest od lat taka sama dziurawa, po niej jeżdżą te same zapchane i rozwalające się autobusy. A światło na słupach zapalają od świąt, czy też od kolejnych wyborów. Zresztą tak samo, jak sprzątają śmiecie. Nie wspomnę już o bezpieczeństwie, opiece zdrowia i innych problemach dnia codziennego w rejonie. Dlatego wiem, że nie mogę być szczęśliwy, bo to, co nas otacza nie jest normalnością, jak też władza, która rządzi w rejonie. Bo władza to przede wszystkim odpowiedzialność. Więc stąd ten udział w wyborach samorządowych i jeśli już, to rządza odpowiedzialności za mój rejon.
Jesteś dziennikarzem, więc mógłbyś „piórem” walczyć o poprawność władzy, tudzież o dobro rejonu.
To też robię. Byłem wychowywany na chowanych przez dziesięciolecia przez babcię Stefanię przedwojennych czasopismach „Rycerza Niepokalanej”. Czytać zacząłem jeszcze zanim poszedłem do szkoły, więc już od ławy szkolnej wiedziałem, że ta rzeczywistość, która mnie otacza i ta historia, której mnie uczono jest wielkim zakłamaniem. Stale wracałem do czytania tych starych pożółkłych kartek przedwojennego czasopisma. Później zaczytywałem się demaskującymi władzę i poprzedni ustrój artykułami w prasie z okresu „pieriestrojki”. Wiedziałem też, że chciałbym sam pisać, że będę dziennikarzem. Niestety, wraz z transformacją ustrojową, ewoluowała również postkomunistyczna nomenklatura i dziś to ona rządzi tak samo, jak przed 30 laty, a wolność słowa to dla niej nic nieznaczący frazes, zresztą też często przez nią używany, bo wszak w „demokracji” takiego czegoś należy używać dla poprawności politycznej.
Więc skoro nie piórem, to jak zamierzasz zmienić to otoczenie wokół siebie?
Przede wszystkim pracą. Przed kilkoma laty miałem okazję pracować w Sejmie, jako asystent posła. Dlatego też wiem, czego można dokonać, jeśli po prostu zwyczajnie wykonywać swoją robotę. Ponieważ los Ziemi Wileńskiej najbardziej mnie obchodzi, zapoczątkowaliśmy współpracę regionalną między samorządami Wileńszczyzny. Zwołaliśmy pierwszą naradę merów rejonów, żeby opracować na niej strategię współpracy regionalnej. Wszyscy merowie rejonów powiatu wzięli aktywny udział w naradzie. Wszyscy, oprócz mer rejonu wileńskiego Leokadii Januszauskiene, która nie wyraziła żadnego zainteresowania współpracą na odczepnego przysyłając na naradę merów jedynie urzędników samorządu, którzy o niczym nie decydowali. Ponieważ rejon wileński był i jest najważniejszym ogniwem we współpracy regionalnej, naturalnie, że pod jego nieobecność nie mogło być mowy o jakiejkolwiek dalszej współpracy w regionie. Był to 2000 rok. Niestety od tamtego czasu nic w tym temacie nie zmieniło się.
Wraz z kilkoma bliskimi mi osobami zaangażowaliśmy się w powołanie w Sejmie komisji d.s. zbadania naruszeń w procesie reprywatyzacji ziemi w powiecie wileńskim. Niestety, gdy komisja ta została wreszcie powołana, na mocy politycznych układów, kierownictwo nad nią objęli socjaldemokratka Jūratė Juozaitienė oraz prezes AWPL Waldemar Tomaszewski, którym było nie na rękę badać naruszenia w urzędzie, którym kierowali ich przedstawiciele naczelnik powiatu socjaldemokrata Feliksas Kolosauskas oraz wicenaczelnik z ramienia AWPL Zbigniew Balcewicz. Był to rok 2002. Uważam, że wtedy zaprzepaszczono historyczną szansę wykierować krzywdzący miejscowych Polaków proces reprywatyzacji ziemi na sprawiedliwy tor.
Tak samo wystarczyło wtedy poczucia odpowiedzialności, pracy i argumentów i udało się przy pomocy prawnej Aleksandra Radczenki poprzez Sejm zaskarżyć w Sądzie Konstytucyjnym krzywdzącą Polaków ustawę o obywatelstwie, którą SK niedawno uznał za sprzeczną z Ustawą Zasadniczą. Te przykłady świadczą, że wystarczy odrobina zapału do pracy i poczucia odpowiedzialności a można wiele zdziałać, a pracując dla rejonu tym bardziej.
A dlaczego Polska Partia Ludowa?
Znam tę partię oraz ludzi, którzy w niej są. Oni, jak i partia, którą stanowią są otwarci na współpracę. Po za tym Polska Partia Ludowa, jest pierwszą na Litwie partią regionalną, co mnie niezmiernie imponuje. No i oczywiście polski akcent tej partii, dla mnie jako Polaka, ma niezmiernie ważne znaczenie. Myślę, że w tej partii i z tymi ludźmi można wiele zdziałać dla dobra i dobrobytu Ziemi Wileńskiej.